no title

  • 20
hej 
Kilka dni temu rozstałam się ze swoim chłopakiem. Piszę tego posta, by wszystko z siebie wyrzucic i przestac odpowiadac na te same pytania po kilkanaście razy. 
Więc tak, było i minęło, rozstaliśmy się. Sama tego wszystkiego nie rozumiem i minie zapewne trochę czasu, zanim wszystko to sobie poukładam w głowie, bo aktualnie panuje w niej chaos. Na początku myślałam - no cóż, stało się. Starałam się, NAPRAWDĘ się starałam by o tym nie myślec, nie pamiętac, zapomniec. Każdy mnie pocieszał, mówił że będzie dobrze.. odpowiadałam, przecież już jest dobrze! :) Nikt nie mógł mi uwierzyc "jak ona może tak mówic, przecież była taka zakochana". A i owszem byłam, i chyba nadal jestem. Czemu chyba? Bo już sama nie wiem co czuję...nic nie wiem. Hmm, oprócz tego, że jestem teraz sama, chyba nic aż tak się nie zmieniło. Przyjaciele nadal ze mną są, oceny takie same, nawet lepsze, wszystko okej. Więc, czemu się smucic? Przecież oprócz tego, że straciłam jedną osobę wszystko było w porządku. Cóż, tak myślałam na początku..
Lecz dzisiaj po południu pękłam. Stwierdziłam, że naprawdę mi go brakuje, ale cóż mogę z tym zrobic? Tylko mi tutaj zależy. Jakoś dam radę, tak? Nie mogę, nie wolno mi się poddawac! Dla siebie, dla przyjaciół. Co prawda, mam chwile słabości i po prostu płaczę, płaczę jak małe dziecko, ale inaczej się nie da. W końcu uda mi się zapomniec. 
Uda mi się..prawda? 


internetowa przyjaźń

  • 4
Heloł! 
Co tam, jak tam u Was? Dzisiaj porozmawiamy o internetowej przyjaźni. 
Więc od początku 
Czy internetowa przyjaźń ma szanse na przetrwanie? 
Oczywiście, że ma! :) Ja mam kilku internetowych przyjaciół. Julię, Olę, miałam też Sylwię, ale urwał nam się kontakt:( Sylwia, jak to czytasz, tęsknię! 
Jak to się zaczyna? 
No cóż, poznajemy się przez na przykład wspólne zainteresowania (ja ze swoimi koleżankami poznałam się dzięki miłości do sagi Zmierzch). Piszecie coraz więcej i więcej, w każdej wolnej chwili, kiedy tylko możecie - odzywacie się. Na początku tylko na Facebooku. Potem stwierdzacie, że czemu by nie pogadac na Skypie? No i gadacie, na początku krótko - może pół godziny - potem te rozmowy są coraz dłuższe i dłuższe. W końcu dajecie sobie numery telefonów i cały czas jesteście w kontakcie, coraz bardziej ufacie, uznajecie kogoś za przyjaciela. Z tym, że coraz bardziej doskwiera Wam odległośc.. Zadajecie sobie pytanie: po co te kilometry?! Tylko utrudniają życie, coraz bardziej chcecie się spotkac, ale okazuje się, że to niemożliwe. No cóż, ja wierzę, że w końcu spotkam się z osobami, z którymi BARDZO chciałabym się spotkac, i ze odzyskam kontakt z osobami, z którymi go straciłam. Wiara czyni cuda, prawda..? 


Wika